Praca w Stanach Zjednoczonych

Wyjazd do pracy za granicę, to kwestia o której marzy wiele osób. Często blokuje nas jednak mnóstwo różnych spraw. Wiele z nich siedzi w głowie i jest to tylko i wyłącznie blokada mentalna. Nasza psychika lubi nam bowiem podkładać przeszkody pod nogi i sprawić raz na czas, byśmy poczuli się nie za ciekawie. Najczęściej boimy się wyjechać, gdyż wydaje nam się, że nie jesteśmy się w stanie nauczyć języka i porozumieć z miejscowymi ludźmi w zadowalającym stopniu. Oczywiście jest to kwestia mocno indywidualna, ale nauka języka angielskiego jest naprawdę prosta i nawet najbardziej na naukę osoba, powinna nauczyć się w pół roku na tyle dużo, by rozmawiać choćby w sposób komunikatywny.

Kolejną rzeczą, która jest często powodem tego, że stoimy w miejscu, jest fakt iż boimy się się zaryzykować i zostawić to, co mamy tutaj na miejscu. Boimy się zrezygnować nie tylko z ciepłego łóżka w domu i czterech ścian, które czekają na nas zawsze po powrocie z pracy, ale także z kontaktu z naszą rodziną. Nie ma bowiem co ukrywać, ale ludzie są w stanie zżyć się ze sobą bardzo mocno przez naście lat życia i później może być ciężko porzucić to wszystko. Jednakże nadchodzi taka chwila, w której każdy bocian powinien w końcu opuścić ciepłe gniazdko swojej mamy i wyjechać szukać lepszego i samodzielnego życia. Tak też było ze mną kilka lat po ukończeniu studiów. Musiałem przez jakiś czas dojrzeć do tej decyzji i ułożyć sobie mnóstwo spraw w głowie, a dopiero potem mogłem zostawić życie w Polsce.

Nie wiedziałem do końca, czy mój wyjazd za ocean zakończy się na krótkiej przygodzie, czy osiądę tam być może na wiele lat, lub już na całe życie. Praca usa, to dwa słowa, na myśl o których zawsze pojawiała się na mojej skórze gęsia skórka. Będąc jeszcze w szkole bardzo często rozmyślałem nad tym, że fajnie było by gdzieś wyjechać i znaleźć za granicą super pracę. Widziałem jak dobrze radzi sobie na obcej ziemi moja rodzina i stwierdziłem, że nic nie stoi na przeszkodzie bym i ja pojechał gdzieś zarabiać lepiej niż w Polsce i zwiększyć standard swojego życia. Jednakże wszyscy znajomi i rodzina upodobali sobie Europę, a ja od zawsze chciałem wyjechać gdzieś dalej, gdzie nie było jeszcze nikogo z mojej rodziny.

Od zawsze marzyłem więc o USA, bądź Australii. Ta druga opcja odpadła jednak w mojej głowie bardzo szybko przez ogromną odległość między Europą a nią, oraz przez klimat i mnóstwo jadowitych węży. W Stanach Zjednoczonych ten temat również nie był zbyt ciekawie rozwiązany, lecz jeśli chodzi o odległość i temperaturę wyglądało to już dużo lepiej. Pomyślałem, że spróbuję swoich sił i wyjadę na jakiś czas. Miałem odłożoną pewną kwotę, która pozwoliła mi na wyrobienie obowiązkowej wizy, oraz na lot do USA i przeżycie kilku tygodni, bym zdążył się zaadoptować trochę do tamtejszych warunków i obył się z nowym miejscem. Kalkulowałem bowiem, że nie wszystko zaraz po przylocie może się udać i muszę mieć pewność, że nie będę dzwonił do Polski z prośbą o pomoc finansową.

Pragnąłem być wolny i pewny, że dam sobie radę i nawet jeśli pierwsze tygodnie będą ciężkie, to dam radę i przetrwam ten ciężki okres. Sprawy formalne udało mi się załatwić bardzo szybko, gdyż trafiłem na bardzo miłą panią podczas wyrabiania wizy i składania wniosku o nią. Samolot w fajnej promocji udało się znaleźć na kilka dni przed wylotem. Jedynym minusem było tylko to, że musiałem lecieć z lotniska u naszych zachodnich sąsiadów, czyli z Frankfurtu. Na szczęście język angielski podszkoliłem w bardzo dobrym stopniu, gdyż nie mogłem sobie pozwolić na to, by lecieć do USA i nie znać dobrze języka. Już rok przed wylotem zapisałem się na płatne lekcje i jednej z pań, którą znała moja mama.

Po roku mówiłem już płynnie po angielsku i mimo, że nie był to jakiś magisterski język na najwyższym poziomie, to miałem pewność, że każdy zrozumie mnie bez problemu, a i ja dogadam się w każdym miejscu. No może poza Teksasem, gdzie miejscowi mają niesamowicie zabawny akcent, którym marzyłem kiedyś mówić. Jak czas pokazał moja przygoda w Stanach potoczyła się na tyle szczęśliwie, że po 5 latach udało mi się nauczyć języka i mówić z akcentem. Wszystko dzięki zdolnościom do szybkiej nauki języków obcych i łapaniu miejscowego akcentu. Najpierw zaczynałem swoją przygodę w Nowym Jorku. Sprzątałem tam wielkie biurowce.

Moja pierwsza praca trwała pół roku i po tym czasie postanowiłem się przenieść na Florydę. W Nowym Jorku poznałem bowiem Bradleya, czyli mojego amerykańskiego kolegę, który postanowił dać mi pracę w Orlando, czyli jednym z większych miast stanu Floryda. Bradleya poznałem podczas sprzątania biurowców. Mimo, że dzieliło nas kilka różnic klas, jeśli chodzi o standard i poziom życia, to dostrzegł we mnie kogoś fajnego i postanowił ściągnąć do siebie na Florydę. Od wtedy moje życie odmieniło się o 180 stopni i poczułem prawdziwy smak Ameryki i fajnego poziomu życia. Co prawda pracowałem za dwóch, ale zarobki, które oferował mi Bradley, były dużo większe, niż te w Nowym Jorku, dzięki temu zostałem na Florydzie na stałe.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here